środa, 10 września 2014

O ile zechcesz

Wybacz mi.
Że tak późno.
Że dopiero teraz.
Piszę.

Rozpoczęliśmy kolejny etap naszej wędrówki.
Co mamy dla siebie po tym ponad już tygodniu?
Wymęczone piątki, urwane soboty i smutne, nie dające nadziei niedziele.
Reszta dni to tylko oczekiwanie na kilka chwil, które są być może najważniejsze w tygodniu.

Czy tak musi być? Ale co takiego?
Poniedziałek do czwartku przewracam się z kąta w kąt nasłuchując dźwięku telefonu.
Bo może napiszesz, bo może się jakoś odezwiesz.
Jestem zły na siebie. Że pozwoliłem doprowadzić samego siebie do takiego stanu.
Co mam robić, gdy tego dźwięku nie słyszę?
Przecież trzeba czymś się zająć, poczytać, pograć w coś, iść na spacer.
A mnie tak się nie chce... brakuje tej "iskry", którą możesz we mnie zapalić jednym, miłym słowem.

Takie puste wydają się te dni. Nie ma w nich treści, co gorsza nie wiem czym je w ogóle wypełnić.
Może się czegoś pouczę. Ależ ile można...
Wiesz... chciałbym kiedyś po prostu przyjść do Ciebie, wziąć Cię za rękę, poczekać aż zawiążesz buty. I wtedy ruszyć z Tobą gdzieś daleko, nieważne gdzie - po prostu ukraść Cię na kilka godzin.
Bez narzekania, bez myślenia o tym co jeszcze trzeba zrobić, ile zajęć czeka.
Być tak wolnym. Razem. We dwoje. Jak chyba jeszcze nigdy.

Powiesz mi, że musimy to przeczekać. Że może kiedyś będzie inaczej.
Pytam kiedy, Ty tylko się wymijająco uśmiechasz.
Myślisz, że za rok będzie lepiej? Wątpię.
Nie mówię nic, zagryzam wargi, wstrzymuję usta. Nie mówię nic.
A ileż słów gotuje się we mnie, a najczęściej powtarzają się niezrozumiałe przymiotniki i przysłówki pisane łącznie z  "nie". Nie mogę, nie chcę, nie potrafię...

Uciec gdzieś daleko. Mieć plecak, w nim butelkę wody, w portfelu bilet na najbliższy pociąg a w kieszeni kamień znaleziony nad brzegiem jeziora. Tyle. Tylko tyle. Aż tyle?
Nie odpowiadaj. Odpowiedź przecież dobrze znam. Może to i lepiej.,,
Cały świat mieć na wyciągnięcie ręki.
To chyba... jeszcze nie teraz.