Minęło tak wiele godzin, uśmiechów, minut, gestów i sekund.
Zbyt wiele żeby to nawet opisać.
A co dopiero w tak krótkim czasie i miejscu.
Przełamaliśmy kres. Płyniemy w nieskończonym n-wymiarze nieskończoności, z której może jakoś trudniej niż do tamtej pory jest nam się wyrwać.
Załamaliśmy nasze umysły bardziej niż światło przechodzące przez szkło.
I tylko tyle mamy dla siebie ile będziemy w stanie dać sobie w te nadchodzące dni.
Bardziej wolne, bardziej radosne - dla Ciebie. Dla mnie pełne przejazdów i rozmyślania nad grafikiem.
Może to tylko taki wstęp do tego, że jednak pójdziesz gdzieś indziej?
Boję się tego. Nie chcę o tym mówić i myśleć.
Proszę uratuj mnie.
Ten jeszcze jeden raz.