czwartek, 12 listopada 2015

Preselektor

Znowu mokną serca miast.
W słuchawce coraz częściej słychać sygnał zajętości niż Twoje słowa.
Za oknem już dość szybko robi się ciemno, idzie zima.
Miała być piękna jesień, taka, która zabierze nas do naszych wspomnień i pozwoli kreować nowe, lepsze, jeszcze bardziej pamiętliwe.
Trochę nam chyba nie wyszło.

Wiem, że musisz poświęcać czas nie mi, a jakimś urojonym jednostkom, które mnie na co dzień nie interesują, ale i tak ustępuję im miejsca. Tak po prostu trzeba. A jeśli tego nie chcę ucinasz dyskusję krótkim jednym słowem.
Próbowałem jakoś wypełnić sobie czas, który mijał mi bez Ciebie. W końcu przecież bardzo blisko mam kino, a to jakieś zakupy, nawet ktoś inny się znalazł kto zagospodarował mi wieczór.
Mimo wszystko w tej codziennej pustce szukałem Twojej postaci.
Był biwak. Tylko dwa wieczory, ale dookoła tyle innych ludzi. Wtedy jakoś Cię przestałem szukać...

Jesteśmy daleko od siebie. Czuję, że ta rozłąka coraz bardziej nas oddala od siebie i - nie wiem czy to dobre słowo - zobojętnia. Z tym oddalaniem to nie jest tak, że to prowadzi do jakiegoś końca. Po prostu mało słów przelewa się między nami każdego dnia. Gdy na moim zegarku powiększają się liczby oznaczające dzień miesiąca to jednocześnie maleje jakość i długość naszych rozmów.
Ciekawe jak to będzie wyglądać za miesiąc...

Może.
Może potem pogadamy, może się zobaczymy za dwa tygodnie, może potem się odezwę.
Moje życie przeszło w tryb przypuszczający i powiem otwarcie, że to mnie rani. Nie mam mocy i siły żeby to zmienić. Przynajmniej nie teraz... Może (znów to słowo!) za 2-3 miesiące? Czas pokaże. Oby nie pokazał nam czegoś o czym nie chcę tu i teraz pisać.

Jakiś czas temu, na początku naszej nowej przygody wyczekiwałem ze zniecierpliwieniem kolejnej rozmowy. Chyba się nauczyłem cierpliwości. Twoja bezpośredniość odarła mnie z kilku procent uczuć, które zostały ucięte szybkim wciśnięciem czerwonej słuchawki w telefonie. Co poradzę na to, że jestem tutaj całkowicie sam. Naprawdę. Ty zawsze masz kogoś dookoła. Trochę inna sytuacja, taka jaką miałem w poprzednich latach. Rzeczywiście świadomość istnienia gdzieś niedaleko osoby, do której możesz powiedzieć zwykłe "cześć" jest niesamowicie budująca.
Mój pomnik, który do tej pory budowałem był o wiele bardziej słabszy niż ten ze spiżu.

Wszystko się pozmieniało. Moja sytuacja, nasze miejsca zamieszkania, i w pracy i w szkole też przyszło nowe. Między nami trochę zostało jeszcze tych staroci, którymi żyliśmy jeszcze dosłownie kilka tygodni temu. Takie wakacje... To był dobry czas, wiadomo, lato, ciepłe noce i nocne powroty do domu. Będzie co wspominać.
Teraz nie mamy nic z tamtych dni. A były one dobre, pełne, radosne.

Zostało tylko oczekiwanie.
Na jeszcze jeden raz.
I jeszcze jeden.

I moment.
W którym tego razu w końcu zabraknie.