Zima.
Trochę długa, choć może mało śnieżna, ale za to chłodna niczym lód, który pojawił się niespodziewanie
w wiślanej zatoczce.
Minęły już święta i nowy rok i wszystko jakoś jest inaczej. Cieplej.
Omiatamy się cieplejszymi spojrzeniami i takimi bardziej ludzkimi słowami żegnamy się na dobranoc i witamy na dzień dobry.
Nie wiem w sumie skąd ta zmiana, może sami w końcu do tego dojrzeliśmy?
Tak mało mamy czasu dla siebie. O wiele mniej niż byśmy oboje tego chcieli.
Po prostu zaszyć się gdzieś gdzie nic nie będzie nas gonić, a cały świat będzie się mieścić między dwoma poduszkami.
Tak dobrze mi było z Tobą, gdy po gwiezdnym filmie zaczęliśmy rozmawiać u mnie w mieszkaniu.
Rozmowa przerodziła się w dyskusję, opowieści, snuliśmy plany i werbalizowaliśmy marzenia.
Wszystko przy przygaszonym świetle lampek choinkowych, których nie mogę zdjąć od kilku tygodni...
Słowa i ich znaczenia zrzuciliśmy na drugi plan. Liczy się tylko to co jest, ewentualnie to co może być jutro lub najdalej za tydzień.
Gdy siedziałem u Ciebie w pokoju, a Ty uczyłaś się czułem, że nic mi już nie jest potrzebne.
To wystarczy. Twoja obecność obok i ciepły wieczór spędzony ze świadomością, że nie dzieli nas jak zwykle czas i przestrzeń, ale raptem tylko
kilkanaście centymetrów między łóżkiem a biurkiem.
Niedawno znowu powróciłaś do siebie. Pomagałem Ci się rozpakować, patrzyłem jak Twoje ręce rozkładają lub składają ubrania.
Jak patrzysz krytycznym spojrzeniem na półki, na których gości zbyt wiele kurzu, niesprzątniętego pod Twoją nieobecność.
Ze mną jest tak samo. Gdy Ciebie nie ma, moja dusza, mój umysł kurzy się pod nawałem codzienności i tych wszystkich obowiązków,
które muszę wykonywać sam od poniedziałku do piątku. Dopiero Twoja dłoń może znów wydobyć coś z tego bałaganu i przywrócić równowagę
w mojej głowie.
Tak wiele rzeczy miało być inaczej. Lepiej? Cóż... różnie nam się sprawy układają.
Nie narzekam, staram się to zrozumieć tak jak i Ty rozumiesz wiele moich działań. Jak czasem nawet nic nie mówisz na to co robię...
Chciałbym żebyśmy w końcu mogli żyć obok siebie. Odkąd tylko jesteśmy razem zawsze mamy między sobą jakaś odległość.
Wiem, że jeszcze nie czas na wspólne rozpoczynanie każdego dnia i każdej nocy - potrzebujemy jeszcze trochę czasu.
Jednak słysząc Twój głos w słuchawce niejednokrotnie aż rwę się, by rzucić wszystko i wsiąść w najbliższy pociąg do Ciebie.
Co dalej z nami?
Mówisz "zobaczymy", chociaż wiesz, że nie lubię tego słowa.
Tak często mnie ono rozczarowywało.
Chciałbym zmienić zbyt dużo w zbyt krótkim czasie.
A Ty nie lubisz tak gwałtownych zmian.
Zatem jedyne co nam pozostało, to chyba znów po prostu czekać...