poniedziałek, 27 stycznia 2014

Stan nieustalony

Już dawno nie pisałem do Ciebie kolejnego niewysłanego listu.
Już tyle czasu minęło odkąd opuściliśmy bezpieczne progi naszych domów.
Przeszliśmy razem kolejne zakręty,
Minęliśmy następne mosty podbudowane na naszej drodze,
abym teraz mógł siedzieć w ciemnym pokoju
i mieć cichą nadzieję.

Że kiedyś to może przeczytasz.

Niby nic, tylko kolejne urodziny w naszym życiu.
Tak blisko. Tak obok siebie.

Jedna z niewielu nocy, gdy mogliśmy wspólnie rozmawiać, tańczyć, jeść razem chipsy i pić sok. Gdy mogliśmy tak po prostu siedzieć obok siebie i milcząc obserwowaliśmy całą resztę. Czułem zapach Twoich perfum i w chwilach, gdy na moment musiałaś zniknąć wspominałem wszystkie nasze dotychczasowe sukcesy i porażki.
Jesteś teraz jednak tak daleko, "Ty w Londynie ja tu...". Przez kilkadziesiąt ostatnich minut, od czasu gdy Twój głos umilkł w słuchawce telefonu życząc mi kolorowych snów, czułem, że tak bardzo mi go brakuje na co dzień. Kiedyś, gdy słońce świeciło mocniej i dłużej zawsze mogłem liczyć na szczęśliwy traf i przyjechać do Ciebie w środku tygodnia tylko po to żebyśmy mogli opowiedzieć sobie jak minął dzień. Teraz takiej możliwości już nie mam.
Mimo to tęsknię tak samo jak wtedy, tak jak i rok temu, tak jak za pierwszym razem, tak jak wczoraj... Czekam pół dnia aż wrócisz do domu, aż będziesz miała chwilę na rozmowę przez telefon. Moje życie toczy się w niejednostajnym, ale dość spokojnym rytmie pomiędzy jedną a drugą naszą rozmową. Za każdym razem staram się skraść Ci chociaż kilka dodatkowych minut, abym tylko nie musiał pogrążać się w ciszy otaczającego mnie świata. Cichego, bo brakuje w nim Ciebie.

Kilka godzin, które możemy spędzić ze sobą między jednym a drugim powrotem to wszystko co mamy. Wszystko co możemy mieć. Wiem, że nie zawsze dobrze wykorzystujemy ten czas przeznaczając go na niepotrzebne kłótnie i spięcia. Może jednak następnym razem już wszystko będzie tak jak dawniej? Wspólnie wypijemy szklankę herbaty, porozmawiamy o tym o co nam w ogóle chodzi...

I jeszcze jeden raz powrócimy do siebie. Między jednym a drugim powrotem.
Tylko my.