Śnieg. Pada, bo w sumie już w końcu grudzień. Trochę bieli przyda się każdemu.
Szedłem dzisiaj ulicami i ten biały puch wchodził mi we włosy, uszy, oczy i nos.
A ja czułem się tak szczęśliwy. Choć na chwilę odnalazłem dawnego siebie, który
potrafi cieszyć się z tego, że trochę bieli pojawiło się na świecie.
Jesteś tak daleko. Nie ma Ciebie obok mnie, gdy wokół dzieje się tyle rzeczy.
Gdy rzeczywistość szumi w głowie nie mogę jej z Tobą podzielić.
Nie wiem co mam robić.
Nie powiem Ci tego, co już kilka razy zdarzyło mi się w myślach wypowiedzieć.
Chyba czas na sen. Śnieg powinien zasypać nas wszystkich, nasze winy i grzechy.
Wszystkie złe myśli i nieporadne uwagi, które sami sobie stawiamy.
Tylko co będzie dalej? Znowu zobaczymy się za jakiś czas. I co wtedy?
Wszystko będzie dobrze? Na jak długo? Na tydzień, dwa?
Co dalej? Co zrobimy z tym wszystkim?
Co zrobimy, gdy w końcu ten śnieg stopnieje...?