Boję się.
Z każdym kolejnym porankiem, z każdą minioną sekundą przemijamy razem z czasem, który przecież nigdy nie zawraca.
Rozumiemy chyba jeszcze zbyt mało odwiecznych zaklęć ludzkości. Pogubieni w swoich własnych ścieżkach nawołujemy się co wieczór wracając z powrotem na właściwą drogą będąc kierowani tylko głosem zza drugiej strony tęczy.
I nie wiedzieć czemu, nie potrafię sam ustalić swojego kursu oczekując na chociażby małe światełko zwiastujące lepszy dzień.
Tak bardzo się boję.
Że jakiś odległy potok słów nie pomoże mi tym razem na zajęcie odpowiedniego miejsca w życiu. Że nie odnajdę się w odbiciu lustra. Nie zobaczę całego bagażu doświadczeń wyrytego w poprzecznych zmarszczkach uwikłanych zbytnio w moje poczucie egzystencji. I uschnę zanim księżyc znajdzie się choćby w ostatniej kwadrze.
Brakuje mi Ciebie.
Nie widząc Twojego cienia czuję, że odpływam, czuję niepokój i patrząc się bezmyślnie na sufit szukam chociażby małego kawałka Twojej osoby w rozedrganym powietrzu. Wchodzisz bezczelnie w moje myśli nie pozwalając mi na normalne funkcjonowanie. Zawłaszczasz sobie moje sny perfidnie pokazując się w nich, przywołując wspomnienia i zaraz znikając wraz z dźwiękiem budzika...
Tak bardzo mi Ciebie brakuje...
Będąc daleko. Tak daleko od dotyku Twojej dłoni.
Zostawiając błękit swojego prywatnego świata przechodzę w zieleń.
By jeszcze raz odnaleźć swoje odbicie
W Twoich oczach.
wtorek, 26 lutego 2013
sobota, 9 lutego 2013
Punkt Przegięcia
Przerwana więź
Jak nowo narodzony lęk
Odbijający serce
Pomiędzy Tobą a mną.
Nieuleczalnie zamyślony w Twoich oczach,
które nie zawsze patrzą w moją stronę. Stoję i czekam aż znów będziemy mogli uciec dokądkolwiek stąd.
Gdzie nic nie jest takie samo, słońce świeci odrobinę jaśniej, noce są cieplejsze i błyszczy więcej gwiazd.
Gdzieś, w innym wymiarze wracamy co wieczór tą samą drogą odkrywając coraz to nowe tajemnice zakątków własnych umysłów czując, że wystarczy nam tylko jedna sekunda, aby ten dzień skończył się szczęśliwie.
Zaskakujące jak każdy krok może przybliżać nas coraz bardziej do siebie. Zanim jednak to nastąpi czeka nas jeszcze wiele ścieżek, niezbadanych zakrętów i upadków pod ciężarem własnego istnienia.
Moja ręka zawsze będzie wyciągnięta w Twoją stronę - od Ciebie zależy czy ją przyjmiesz i razem pokażemy całemu światu, że nie jesteśmy tylko pustym statusem. Że jesteśmy tu dla siebie i we dwoje przejdziemy kiedyś przez Ostateczną Bramę na drugą stronę tęczy...
Bo razem.
Wszystko jest możliwe...
Jak nowo narodzony lęk
Odbijający serce
Pomiędzy Tobą a mną.
Nieuleczalnie zamyślony w Twoich oczach,
które nie zawsze patrzą w moją stronę. Stoję i czekam aż znów będziemy mogli uciec dokądkolwiek stąd.
Gdzie nic nie jest takie samo, słońce świeci odrobinę jaśniej, noce są cieplejsze i błyszczy więcej gwiazd.
Gdzieś, w innym wymiarze wracamy co wieczór tą samą drogą odkrywając coraz to nowe tajemnice zakątków własnych umysłów czując, że wystarczy nam tylko jedna sekunda, aby ten dzień skończył się szczęśliwie.
Zaskakujące jak każdy krok może przybliżać nas coraz bardziej do siebie. Zanim jednak to nastąpi czeka nas jeszcze wiele ścieżek, niezbadanych zakrętów i upadków pod ciężarem własnego istnienia.
Moja ręka zawsze będzie wyciągnięta w Twoją stronę - od Ciebie zależy czy ją przyjmiesz i razem pokażemy całemu światu, że nie jesteśmy tylko pustym statusem. Że jesteśmy tu dla siebie i we dwoje przejdziemy kiedyś przez Ostateczną Bramę na drugą stronę tęczy...
Bo razem.
Wszystko jest możliwe...
środa, 6 lutego 2013
Funkcja wykładnicza
Noc.
Zwyczajna noc.
Siedzę na łóżku i próbuję pojąć świat w jakim przyszło mi żyć.
Z głośników leci jednostajna muzyka - "Przemoknięte serca miast" HuczuHucza tym razem nie wprawiają mnie w stan smutku, żalu i zadumy. Odprężają wieczorową porą po całym dniu projektowania swojego życia.
Siedzę.
Tak... Czytam ostatnią już część trylogii "Millenium" S. Larssona raz po raz sprawdzając w Wikipedii szczególnie interesujące nazwisko, datę lub po prostu starając się zrozumieć realia tej książki.
Część trzecia. Ostatnia.
Obok mnie leży płyta. Dla Ciebie. Jeszcze czysta. Jeszcze tylko 40 minut tej czystości.
W moich myślach nieustannie krążysz Ty. Wspominam nasz dzień, którego wyjątkowość będę pewnie doceniał dopiero podczas samotnych internackich wieczorów. Dziś nie doceniam. Ciągle go przeżywam i cieszę się, że mogłem być z Tobą i trzymać Cię za rękę - zarówno tą puchową w rękawiczce jak i tą jedną jedyną, która śni mi się po nocach.
Szliśmy dziś zieloną alejką naszego prywatnego miasta, w którym jesteśmy tylko dla siebie bez obcych oczu, spojrzeń, rąk i rozmów. Mając za sobą słońce a Ciebie obok czułem się szczęśliwy. Nie... nawet ja nie jestem w stanie tego zrozumieć.
Wracając do domów robiło się jednak już ciemno. Ale to nic nie znaczy. Opowiadając sobie coraz bardziej nasze życie nie żałuję chwili, w której zatrzymałem dla nas czas.
Przegrywając zakład nie zrobiłem tego specjalnie, choć czułem, że chciałaś wygrać niezależnie od skutków i ewentualnej nagrody czy też kary. Kary? Nieee... Chyba nie dla nas.
Stojąc już tylko kilka kroków od samotności, patrzyłem na otwartą furtkę, za którą kolejny raz miałaś zniknąć mi z oczu. Chciałem Cię zatrzymać na jeszcze jedną chwilę, na sekundę dłużej, w której będę mógł po raz ostatni zobaczyć zieleń Twoich oczu. Jednak było już za ciemno.
Dotknęłaś moich dłoni. Było stanowczo za ciemno i to nie z powodu zachmurzonego nieba, na którym błyszczało kilka gwiazd. Minęło kilkadziesiąt sekund zanim znów spojrzeliśmy na siebie. Gwiazd było już zdecydowanie więcej. Czy od tej chwili czas dla nas będzie się liczył na nowo...?
Nie myślałem, że doczekam tych chwil, gdy jedyną kłótnią będzie to, kto kogo bardziej kocha. Nie sądziłem, że to Ty zaczniesz tę kłótnię. Mówi się trudno. O takie rzeczy mogę się z Tobą sprzeczać każdego dnia.
Sen. Ten sen nie przeraża już mnie.
Stał się rzeczywistością.
Jeśli tak ma nadal wyglądać moje życie...
To jednak warto żyć.
Zwyczajna noc.
Siedzę na łóżku i próbuję pojąć świat w jakim przyszło mi żyć.
Z głośników leci jednostajna muzyka - "Przemoknięte serca miast" HuczuHucza tym razem nie wprawiają mnie w stan smutku, żalu i zadumy. Odprężają wieczorową porą po całym dniu projektowania swojego życia.
Siedzę.
Tak... Czytam ostatnią już część trylogii "Millenium" S. Larssona raz po raz sprawdzając w Wikipedii szczególnie interesujące nazwisko, datę lub po prostu starając się zrozumieć realia tej książki.
Część trzecia. Ostatnia.
Obok mnie leży płyta. Dla Ciebie. Jeszcze czysta. Jeszcze tylko 40 minut tej czystości.
W moich myślach nieustannie krążysz Ty. Wspominam nasz dzień, którego wyjątkowość będę pewnie doceniał dopiero podczas samotnych internackich wieczorów. Dziś nie doceniam. Ciągle go przeżywam i cieszę się, że mogłem być z Tobą i trzymać Cię za rękę - zarówno tą puchową w rękawiczce jak i tą jedną jedyną, która śni mi się po nocach.
Szliśmy dziś zieloną alejką naszego prywatnego miasta, w którym jesteśmy tylko dla siebie bez obcych oczu, spojrzeń, rąk i rozmów. Mając za sobą słońce a Ciebie obok czułem się szczęśliwy. Nie... nawet ja nie jestem w stanie tego zrozumieć.
Wracając do domów robiło się jednak już ciemno. Ale to nic nie znaczy. Opowiadając sobie coraz bardziej nasze życie nie żałuję chwili, w której zatrzymałem dla nas czas.
Przegrywając zakład nie zrobiłem tego specjalnie, choć czułem, że chciałaś wygrać niezależnie od skutków i ewentualnej nagrody czy też kary. Kary? Nieee... Chyba nie dla nas.
Stojąc już tylko kilka kroków od samotności, patrzyłem na otwartą furtkę, za którą kolejny raz miałaś zniknąć mi z oczu. Chciałem Cię zatrzymać na jeszcze jedną chwilę, na sekundę dłużej, w której będę mógł po raz ostatni zobaczyć zieleń Twoich oczu. Jednak było już za ciemno.
Dotknęłaś moich dłoni. Było stanowczo za ciemno i to nie z powodu zachmurzonego nieba, na którym błyszczało kilka gwiazd. Minęło kilkadziesiąt sekund zanim znów spojrzeliśmy na siebie. Gwiazd było już zdecydowanie więcej. Czy od tej chwili czas dla nas będzie się liczył na nowo...?
Nie myślałem, że doczekam tych chwil, gdy jedyną kłótnią będzie to, kto kogo bardziej kocha. Nie sądziłem, że to Ty zaczniesz tę kłótnię. Mówi się trudno. O takie rzeczy mogę się z Tobą sprzeczać każdego dnia.
Sen. Ten sen nie przeraża już mnie.
Stał się rzeczywistością.
Jeśli tak ma nadal wyglądać moje życie...
To jednak warto żyć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)