środa, 6 lutego 2013

Funkcja wykładnicza

Noc.
Zwyczajna noc.
Siedzę na łóżku i próbuję pojąć świat w jakim przyszło mi żyć.

Z głośników leci jednostajna muzyka - "Przemoknięte serca miast" HuczuHucza tym razem nie wprawiają mnie w stan smutku, żalu i zadumy. Odprężają wieczorową porą po całym dniu projektowania swojego życia.
Siedzę.
Tak... Czytam ostatnią już część trylogii "Millenium" S. Larssona raz po raz sprawdzając w Wikipedii szczególnie interesujące nazwisko, datę lub po prostu starając się zrozumieć realia tej książki.
Część trzecia. Ostatnia.

Obok mnie leży płyta. Dla Ciebie. Jeszcze czysta. Jeszcze tylko 40 minut tej czystości.

W moich myślach nieustannie krążysz Ty. Wspominam nasz dzień, którego wyjątkowość będę pewnie doceniał dopiero podczas samotnych internackich wieczorów. Dziś nie doceniam. Ciągle go przeżywam i cieszę się, że mogłem być z Tobą i trzymać Cię za rękę - zarówno tą puchową w rękawiczce jak i tą jedną jedyną, która śni mi się po nocach.
Szliśmy dziś zieloną alejką naszego prywatnego miasta, w którym jesteśmy tylko dla siebie bez obcych oczu, spojrzeń, rąk i rozmów. Mając za sobą słońce a Ciebie obok czułem się szczęśliwy. Nie... nawet ja nie jestem w stanie tego zrozumieć.
Wracając do domów robiło się jednak już ciemno. Ale to nic nie znaczy. Opowiadając sobie coraz bardziej nasze życie nie żałuję chwili, w której zatrzymałem dla nas czas.
Przegrywając zakład nie zrobiłem tego specjalnie, choć czułem, że chciałaś wygrać niezależnie od skutków i ewentualnej nagrody czy też kary. Kary? Nieee... Chyba nie dla nas.
Stojąc już tylko kilka kroków od samotności, patrzyłem na otwartą furtkę, za którą kolejny raz miałaś zniknąć mi z oczu. Chciałem Cię zatrzymać na jeszcze jedną chwilę, na sekundę dłużej, w której będę mógł po raz ostatni zobaczyć zieleń Twoich oczu. Jednak było już za ciemno.
Dotknęłaś moich dłoni. Było stanowczo za ciemno i to nie z powodu zachmurzonego nieba, na którym błyszczało kilka gwiazd. Minęło kilkadziesiąt sekund zanim znów spojrzeliśmy na siebie. Gwiazd było już zdecydowanie więcej. Czy od tej chwili czas dla nas będzie się liczył na nowo...?
Nie myślałem, że doczekam tych chwil, gdy jedyną kłótnią będzie to, kto kogo bardziej kocha. Nie sądziłem, że to Ty zaczniesz tę kłótnię. Mówi się trudno. O takie rzeczy mogę się z Tobą sprzeczać każdego dnia.

Sen. Ten sen nie przeraża już mnie.
Stał się rzeczywistością.
Jeśli tak ma nadal wyglądać moje życie...
To jednak warto żyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz