czwartek, 31 stycznia 2013

Krzywoliniowość

Cichy strumień topniejącego śniegu bezwiednie głaszcze ciemną płaszczyznę asfaltu.
Nikogo nie interesuje dokąd, skąd płynie... Nie nam dane pojmować odwieczny porządek Wszechświata.
Nie wolno nam ruszać ani jednego kamyka na drodze, ani jednego ziarnka piasku na plaży...

Nie wolno nam zgasić ani jednej gwiazdy na niebie.

Nazywasz swoimi słowami każdy kształt, dotyk, uczucie, smak czy zapach.
Przychodzę do Ciebie i codziennie witamy się tymi samymi słowami.
Które pomimo czasu nie tracą znaczenia... Bo kryje się w nich coś więcej niż tylko regulowane ruchy strun głosowych połączonych z odpowiednim napięciem mięśni.

Idziemy tymi samymi ulicami, które każdego dnia są pogrążone w innym świetle.
Przechodnie nie zwracają uwagi nawet na kolor sygnalizatorów
Nieumiejętnie wpychając się w granicę pomiędzy życiem a życiem
Uciekając w ostatniej chwili i łapiąc się na tym, że całe ich istnienie nie wykracza poza coś bardziej dramatycznego...

Dotykam Twoich dłoni.
Czuję chłód. Na dworze -5, w sercu zachodzi reakcja fuzyjna.
Jak mogę przelać to co czuję... jakimi słowami powiedzieć, że to właśnie Ciebie i z Tobą...

Jeszcze jeden raz chciałbym otworzyć spadochron i wylądować bezpiecznie w Twoich ramionach.
Gdzie koniec świata wydaje się tak odległy, a rok świetlny przestaje być jakąkolwiek odległością.
Gdzie nic nie jest prostsze od smugi komety na sierpniowym niebie.
Gdzie cały kosmos wydaje się mieścić w kieszeni.

Gdzie żadne słowa nie mają takiej mocy jak tam... Szepcząc jeszcze jedno pożegnanie, zanurzam się w potoku myśli przepływających od Ciebie do mnie. Tonę w nim, krztuszę się i dławię jego zawartością.

Proszę... Nie ratuj mnie ten jeden, jedyny raz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz