wtorek, 22 stycznia 2013

Idąc

Siedzimy.
Wpatrzeni w ciekłokrystaliczne ekrany przenoszące
pojedyncze słowa, zdania - potok słów.
Zalewani wciąż za małą ilością tak potrzebnych nam informacji.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio siedziałem tak do 3 w nocy
czekając na Twój kolejny ruch.
Zanim jeszcze nastąpiła najpiękniejsza katastrofa -
- bo tylko raz na milion, raz na milion świetlnych lat...

I jeszcze jeden promień słońca
budzący mnie co rano
Przypomina o powoli tworzącej się nowej rzeczywistości,
w której ucieczka nie jest opcją, a stanie w cieniu nie może być żadną rozsądną możliwością.

Staliśmy.
Czując nawzajem kwiat kiełkujący niezbyt pośpiesznie
znający swój czas i miejsce
potrzebujący odrobiny żyznej gleby,
aby rozkwitnąć i wynieść się ponad nieboskłon.

Idźmy.
W stronę zachodzącego słońca - tak jak dawniej to sobie obiecaliśmy
uciekając gdziekolwiek, byle tylko byłoby ciepło
zatracając się w swoich spojrzeniach
zarówno tych przypadkowych jak i zrobionych z wyrachowania
nie łamiąc nawet najmniejszej trzciny -

By kiedyś... - za milion świetlnych lat -
dojść do Tego, który dał nam siebie
na pochmurne poniedziałkowe poranki i słoneczne weekendy.
Na całą przewidzianą dla nas wieczność.
Z zatartą granicą początku i mglistym kresem.

Chodźmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz