Panie Boże,
wybacz mi, że czuję się trochę zagubiony,
wybacz mi, że nie umiem sam określić swoich uczuć,
wybacz mi, że zapomniałem trochę o co mi chodziło,
wybacz mi, że zbyt szybko przesuwam granicę tajemnicy istnienia,
wybacz mi, że omijam teraźniejszość,
wybacz mi, że nie zawsze myślę we właściwy sposób,
wybacz mi, że czasem brakuje mi słów,
wybacz mi, że często ulegam słodkiemu nienasyceniu,
wybacz mi, że zbyt często pragnę poczuć zapach róży,
wybacz mi, że tu jestem,
wybacz mi, że czasem robię źle...
wybacz mi moje wątpliwości czy umiem wybierać właściwie,
wybacz mi moje niezdecydowanie,
wybacz mi, że czasem inaczej projektuję przyszłość,
wybacz mi, że brakuje mi dźwięku metafizyki w tym bliskim mi głosie,
wybacz mi za długi sen,
wybacz mi moją bezczynność,
wybacz mi te wszystkie błędy, których mogłem uniknąć, a które doprowadziły do zatracenia sensu,
wybacz mi błędy młodości,
wybacz mi moje stracone szanse na normalne życie,
wybacz mi chwile zwątpienia i stawiania zbyt wielu pytań...
I choć muszę Cię przepraszać za całe zło wyrządzone innym ludziom i sobie, to mimo wszystko dziękuję Ci... za to, że mogę Cię jeszcze przepraszać.
wtorek, 14 maja 2013
poniedziałek, 13 maja 2013
Epizod Numer 4,5
Bojąc się kolejnego dnia myślę o tym jak bardzo można przesunąć granicę, aby jej nie przekroczyć.
Ile wysiłku, wyrzeczeń, chłodnego spojrzenia i szybkiej kalkulacji potrzeba, żeby nie odkryć jednej tajemnicy za dużo.
Tajemnicy istnienia.
Za każdym razem poddajemy się niewidzialnemu pragnieniu łączenia rozerwanych połówek pomarańczy, które zostawiliśmy gdzieś po drodze. W szklance trochę już chłodnawej herbaty tylko plasterek cytryny przypomina nam jeszcze, że nasze życie nie jest jeszcze idealnie słodkie. Tak jak cukier, którego przecież nie używamy.
Patrząc przez okno obserwuję lasy, pola, łąki i wydaje mi się, że jestem tak samo pusty. Kiedyś może bardziej o coś mi chodziło, miałem kilka lat mniej, i trochę mniej jeśli nie doświadczenia to nazwijmy to chociaż przeżyciami. Boję się. Bardzo się boję, że powoli zapominam o tym. Właśnie... o co mi chodziło? O to, aby być szczęśliwym? Do tej pory nic się pod tym względem nie zmieniło. Mówią mi, że mamy czas. Kolejne pytania rodzą się w mojej głowie. Kto ma w końcu rację? Czy mam prawo do samookreślania mojego życia? Tak, bo to moje życie. Nie, bo nie żyję tylko dla siebie i z samym sobą.
Otwierając rano oczy wybieram samodzielnie kształt rozpoczynanego właśnie dnia. Nie do końca wiem jak będzie on wyglądał, ale mam moc, mam możliwość pokierowania nim tak żebym nie czuł smutku za ok. 18 godzin kładąc się spać. I jakże często wybieram źle...
Pomóż mi. Jesteś blisko, wiem to, czuję przecież... Każdego poranka, jedno Twoje słowo może uratować mój dzień. Możesz uratować mnie zanim zatracę swój cel i sens. Ulotne wartości, do których biegnę i staram się uchwycić za każdym razem, gdy zaczynają mi się wymykać z rąk.
Nie dam rady już tak dłużej. Rzeczywistość mnie zamyka i ogranicza. Duszę się w tych czterech ścianach, w których jedynym znajomym jest dźwięk przejeżdżającego nieopodal tramwaju.
Muszę coś zrobić. Tylko najpierw...
Niech najpierw coś się zmieni wokół, wokół nas...
Ile wysiłku, wyrzeczeń, chłodnego spojrzenia i szybkiej kalkulacji potrzeba, żeby nie odkryć jednej tajemnicy za dużo.
Tajemnicy istnienia.
Za każdym razem poddajemy się niewidzialnemu pragnieniu łączenia rozerwanych połówek pomarańczy, które zostawiliśmy gdzieś po drodze. W szklance trochę już chłodnawej herbaty tylko plasterek cytryny przypomina nam jeszcze, że nasze życie nie jest jeszcze idealnie słodkie. Tak jak cukier, którego przecież nie używamy.
Patrząc przez okno obserwuję lasy, pola, łąki i wydaje mi się, że jestem tak samo pusty. Kiedyś może bardziej o coś mi chodziło, miałem kilka lat mniej, i trochę mniej jeśli nie doświadczenia to nazwijmy to chociaż przeżyciami. Boję się. Bardzo się boję, że powoli zapominam o tym. Właśnie... o co mi chodziło? O to, aby być szczęśliwym? Do tej pory nic się pod tym względem nie zmieniło. Mówią mi, że mamy czas. Kolejne pytania rodzą się w mojej głowie. Kto ma w końcu rację? Czy mam prawo do samookreślania mojego życia? Tak, bo to moje życie. Nie, bo nie żyję tylko dla siebie i z samym sobą.
Otwierając rano oczy wybieram samodzielnie kształt rozpoczynanego właśnie dnia. Nie do końca wiem jak będzie on wyglądał, ale mam moc, mam możliwość pokierowania nim tak żebym nie czuł smutku za ok. 18 godzin kładąc się spać. I jakże często wybieram źle...
Pomóż mi. Jesteś blisko, wiem to, czuję przecież... Każdego poranka, jedno Twoje słowo może uratować mój dzień. Możesz uratować mnie zanim zatracę swój cel i sens. Ulotne wartości, do których biegnę i staram się uchwycić za każdym razem, gdy zaczynają mi się wymykać z rąk.
Nie dam rady już tak dłużej. Rzeczywistość mnie zamyka i ogranicza. Duszę się w tych czterech ścianach, w których jedynym znajomym jest dźwięk przejeżdżającego nieopodal tramwaju.
Muszę coś zrobić. Tylko najpierw...
Niech najpierw coś się zmieni wokół, wokół nas...
niedziela, 5 maja 2013
Niebyt
Rozbłysnąć. Zapomnieć. Zamknąć. Unieść. Położyć. Trwać.
Dotknąć. Objąć. Niecierpliwić. Zazdrościć. Przemyśleć. Wybuchnąć.
Otworzyć. Przewidzieć. Odwrócić. Spalić.
Pomyśleć. Oddalić. Zatęsknić. Zatrzymać. Położyć. Eksplodować
Oddychać. Otworzyć.
Umrzeć.
Dotknąć. Objąć. Niecierpliwić. Zazdrościć. Przemyśleć. Wybuchnąć.
Otworzyć. Przewidzieć. Odwrócić. Spalić.
Pomyśleć. Oddalić. Zatęsknić. Zatrzymać. Położyć. Eksplodować
Oddychać. Otworzyć.
Umrzeć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)