poniedziałek, 13 maja 2013

Epizod Numer 4,5

Bojąc się kolejnego dnia myślę o tym jak bardzo można przesunąć granicę, aby jej nie przekroczyć.
Ile wysiłku, wyrzeczeń, chłodnego spojrzenia i szybkiej kalkulacji potrzeba, żeby nie odkryć jednej tajemnicy za dużo.
Tajemnicy istnienia.

Za każdym razem poddajemy się niewidzialnemu pragnieniu łączenia rozerwanych połówek pomarańczy, które zostawiliśmy gdzieś po drodze. W szklance trochę już chłodnawej herbaty tylko plasterek cytryny przypomina nam jeszcze, że nasze życie nie jest jeszcze idealnie słodkie. Tak jak cukier, którego przecież nie używamy.
Patrząc przez okno obserwuję lasy, pola, łąki i wydaje mi się, że jestem tak samo pusty. Kiedyś może bardziej o coś mi chodziło, miałem kilka lat mniej, i trochę mniej jeśli nie doświadczenia to nazwijmy to chociaż przeżyciami. Boję się. Bardzo się boję, że powoli zapominam o tym. Właśnie... o co mi chodziło? O to, aby być szczęśliwym? Do tej pory nic się pod tym względem nie zmieniło. Mówią mi, że mamy czas. Kolejne pytania rodzą się w mojej głowie. Kto ma w końcu rację? Czy mam prawo do samookreślania mojego życia? Tak, bo to moje życie. Nie, bo nie żyję tylko dla siebie i z samym sobą.

Otwierając rano oczy wybieram samodzielnie kształt rozpoczynanego właśnie dnia. Nie do końca wiem jak będzie on wyglądał, ale mam moc, mam możliwość pokierowania nim tak żebym nie czuł smutku za ok. 18 godzin kładąc się spać. I jakże często wybieram źle...

Pomóż mi. Jesteś blisko, wiem to, czuję przecież... Każdego poranka, jedno Twoje słowo może uratować mój dzień. Możesz uratować mnie zanim zatracę swój cel i sens. Ulotne wartości, do których biegnę i staram się uchwycić za każdym razem, gdy zaczynają mi się wymykać z rąk.
Nie dam rady już tak dłużej. Rzeczywistość mnie zamyka i ogranicza. Duszę się w tych czterech ścianach, w których jedynym znajomym jest dźwięk przejeżdżającego nieopodal tramwaju.

Muszę coś zrobić. Tylko najpierw...

Niech najpierw coś się zmieni wokół, wokół nas...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz