niedziela, 22 września 2013

Mokną Serca Miast

To już ostatni nasz tydzień. Ostatni, gdy tylko Ty jesteś w wirze wszelkich wydarzeń, a ja trochę stojąc z boku czekam na wolną chwilę. Wtedy będę mógł podnieść telefon i znów pochłaniać myśli, emocje i przeżycia tworząc je z różnych dźwięków Twojego głosu.
Już za chwilę zostawię całe swoje wakacje, wkroczę w nieprzychylną mi jesień, która zabiera, a nie daje nic w zamian. Rok temu zabrała mi Ciebie. Drugi raz na to nie pozwolę.

Zimne powietrze przenika na wskroś nasze płuca i orzeźwia umysł po tych wszystkich tygodniach wspólnej beztroski kiedy słońce na niebie świeciło dłużej niż trwają nasze trzy przyspieszone oddechy. Chcę złapać Cię za rękę i zabrać gdzieś gdzie nie będziemy martwić się o wspólne jutro.
Umieram dziewiąty raz nie mogąc zobaczyć Twojej twarzy. Gdy z mojej dłoni ucieka ciepło tych jednych jedynych rąk, które chciałbym trzymać tak do końca swoich dni... czuję, że życie przecieka mi przez palce i rozpaczliwie, lecz daremnie próbuję chociaż zwolnić jego przepływ.

Każdy dzień czeka tylko na swój koniec, gdy możemy spędzić kilka minut tylko razem. Jak zawsze ktoś nam przeszkodzi, dosiądzie się nieproszony lub po prostu będzie stał obok nas nie pozwalając nam się cieszyć sobą. Odchodzimy później trzymając w ustach jeszcze kilka słów, które nie mogły się wydostać w obawie przed niezrozumieniem. Mokniemy w deszczu wielkich uczuć przerastających czasem nasze możliwości. Nie wystarczy nam tylko powiedzieć, że jesteśmy tu z sobą i dla siebie. Oczekujemy czegoś więcej. Nie mówimy o tym, a potem tak bardzo uderza nas brak drugiej osoby w trakcie samotnego i już nie tak słonecznego poranka jak dawniej.

Może jeszcze raz zadzwonię i zapytam "co tam". Serce będzie waliło jak oszalałe ze strachu, że jeszcze przyjdzie czas, gdy będziesz zajęta. Kradniemy chciwie sobie naszą uwagę jak gdyby nie było ważniejszych spraw na świecie. Dla mnie nie ma. Numerem jeden jesteś tylko Ty.

I czy ma to jakieś znaczenie czy nie
czy zapomnieli o nas już wszyscy
to nie tracimy nadziei...

niedziela, 1 września 2013

In The End

Błysk. Zniewalająca eksplozja uczuć, myśli, przepływających obrazów i niezrozumiałych szumów.
Tak kończą się właśnie nasze pierwsze, spędzone razem wakacje.

Wyjeżdżając dziś, zostawiłaś wszystkie wspólne chwile przeciągane w nieskończoność, aby jak najdłużej mogły pozostać "nasze". W oddali zobaczyłem tylko zamazaną sylwetkę samochodu, którym jechałaś na spotkanie nowej rzeczywistości, w której obydwoje musimy teraz się odnaleźć.
Wmawiam sobie, że to przecież nie koniec świata. Że nie milkniesz przecież na wieki, że zawsze będę miał w odwodzie wieczorne powroty ostatnim autobusem do domu oraz te krótkie weekendowe dni.
Powoli uświadamiam sobie tęsknotę, jaką los obdarzył mnie przynajmniej na ten jeszcze miesiąc. Czuję, że jesteś w podobnej sytuacji, że też chciałabyś coś zmienić wokół, wokół nas... Nie mam monopolu na przejmowanie się i zamartwianie. Boję się, tak bardzo, że czasem ten strach odbiera mi siły do stawiania dalszych kroków. Przejmujące zimno paraliżuje mnie, gdy nie ma Ciebie obok i choć przecież nie jesteś tak daleko, to nie możesz usiąść obok i pozwolić mi upajać się zapachem Twoich włosów.

Na następne dni nie mam nic oprócz kilku piosnek, pustego krzesła obok i niewysłanego jeszcze do Ciebie listu. Ale już niedługo znów będę mógł Cię zobaczyć i chwycić Twoją dłoń.
Ciągle wierzę, może dlatego, że chcę wierzyć, że to tak naprawdę początek.
Czegoś nowego, niespotykanego dotychczas w moim życiu.
Iż nie będziesz w nim na 15 minut, zostaniesz dłużej.

Tak do końca, do bólu, do łez wyciskanych z poczucia pustki.
Będę czekał na taki koniec.