Pusto tu jakoś
I nic nie mówisz
Nie wiem czy mam zacząć coś mówić
Czy to może jednak jeszcze za wcześnie.
Kolejny dzień, kolejna zbyt długo przespana noc.
Dobrze się spało, prawda? Tylko, że to nie będzie trwać w nieskończoność.
Lubię najbardziej noc kiedy słowa wręcz same schodzą na klawiaturę.
Nie wiem czy wiesz o czym mówię, o tym wyższym stanie upojenia ciemnością.
Dawno nie było między nami czegoś więcej niż tylko kilka słów.
Zaniechana została jakakolwiek bliższa bliskość, którą kiedyś mieliśmy na wyciągnięcie ręki.
Zabrano nam nawet ten jeszcze jeden dzień tygodnia
Który był świętością od niepamiętnych czasów.
Od samego naszego początku.
Muzyka, przy której traciłem w smutku kiedyś czas
Dziś wywołuje tylko uśmiech po rozbijających się przypadkiem po głowie wspomnieniach.
Że były kiedyś cieplejsze lata i bywały zbyt surowe zimy.
Jesień nie była taka pusta.
I to pomimo za małej ilości osób na metr kwadratowy.
Wtedy, pomimo wewnętrznego załamania łatwiej było kroczyć z dnia na dzień, coraz bardziej przeciągając nieznane na jeszcze jedną jednostkę życia.
To był dobry czas. Nie mówię, że teraz jest źle. Po prostu inaczej.
Miało się tych kilka lat mniej. Wszystko było prostsze i łatwiej dało się ułożyć.
Wiem, że to czysta hipokryzja mówić o tym teraz, z perspektywy czasu wiele rzeczy wydaje się być innymi niż kiedyś.
Jednak rzeczywistość tamtego okresu była tak bardzo nierzeczywista.
Nieprzypadkowe zbiegi okoliczności zbyt mocno wtargnęły w moje życie. Coś co teraz wydawałoby się trudnym zadaniem wtedy było błahostką. Ilość chromosomu X wokół mnie przekraczał wszelkie dopuszczalne stężenia. Po drodze jednak część wyblakła, wytarła się i zwyczajnie zniknęła.
Nie wiem dlaczego darzę to takim sentymentem.
Może dlatego, że byłem szczęśliwy. Tak najprościej jak tylko można. Gdy każdy dzień traktuje się jako kolejną przygodę. Pamiętam smak tamtej kawy i kanapek, które smakowały wyjątkowo. Wtedy...
Nie wiem co Ci na to powiedzieć. Jak zrozumieć ten przykry ciąg zdarzeń, który rani mnie niejawnie każdego dnia. Kumulacja negatywnych uczuć przychodzi w takich momentach jak ten, w którym to piszę. Gdy zdaję sobie sprawę jak sztuczne są moje dni. Jak bardzo wypełnione czymś co w żaden sposób nie czyni mnie ani lepszym ani gorszym człowiekiem.
Stagnacja. Zastanie. Utknięcie w miejscu.
Już chyba lepiej byłoby pozbyć się jakiegokolwiek celu i iść zwyczajnie naprzód.
Jednak to niemożliwe. Nie teraz. Nie w tym momencie.
Za późno. Przegapiłem tę chwilę.
Przegrałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz