Nawet nie wiesz
nawet nie masz pojęcia
jak chciałbym żeby to już był koniec
żeby to całe szaleństwo się już skończyło.
Dni mijają, lata płyną, a my wciąż tacy sami.
Zatrzymaliśmy się w miejscu, rzadko teraz udaje nam się przeskoczyć teraźniejszość i wybiec myślami chociaż trochę do przodu. Liczy się tylko tu i teraz. Dla Ciebie.
Dla mnie... chyba najważniejsze jest to co było. To co mnie określiło do chwili, w której nawet piszę te słowa. Niekończące się rozpamiętywanie o przeszłości, że kiedyś wszystko było okej, że było tu w środku tak ciepło, tak miło. Codziennie. Nie tylko przez kilka godzin w tygodniu. To okrutne, że tak się toczą nasze losy. Razem... a jednak tak daleko. Odległość, którą odmierza się TYLKO w kilometrach. Zabawne jak się to wszystko zdążyło pozmieniać...
Hm? Pozmieniać? Czy ja dobrze piszę? Przecież podobno wszystko jest po staremu... Nic nie jest.
Myślę wciąż i przywołuję w pamięci momenty średniego wykształcenia. Że to jednak nie był wcale taki zły okres. Najpierw niemrawo, dość wyblakłe wspomnienia błąkają się po mej głowie z samych początków tego przedziału. Potem chwila załamania i... życie. Prawdziwe, takie jak w serialach. Przynajmniej przez kilkanaście tygodni. Następnie znów gruba kreska i kolejna rozpoczęta opowieść.
Historia, która zaczyna i kończy się na kolorach czerwieni i czerni.
Teraz te wszystkie pojedyncze składniki całego obrazu przeszłości nie mają już żadnego znaczenia i nie oddziałują na rzeczywistość choćby w najmniejszym stopniu. Muszą się one zadowolić nękaniem mojego umysłu co jakiś czas. A ja staram się udawać, że już mnie to nie obchodzi, że to było dawno i nieprawda. Że teraz jest coś czym trzeba żyć i czym się przejmować.
Tak jednak nie jest. Dlaczego? Nie wiem... Emocje niewypowiedziane do końca, nie w tym momencie, zostały bezczelnie stłumione i niedopuszczone do głosu. Czy to źle? Ostatecznie wychodzi na to, że nie. Gdybanie pozostawiam innym ludziom. To moje brzemię i to ja będę musiał się kiedyś z niego rozliczyć. Ilu ludzi odeszło, ilu sam odstawiłem na boczny tor, ilu obietnic nie zdołałem dotrzymać, a z ilu inni się nie wywiązali... Jak wiele rozmów, smsów, wiadomości, nieznacznych gestów i miłych drobnostek przewinęło się przez ten czas. Czekolada jak narkotyk, baton i wiśniowy tymbark, obrazek na kartce A4, smsy znikąd do utraty tchu, odrzucony szept przy zbyt nastrojowej muzyce. Nic nie będzie już takie jak kiedyś. Jakże ta prawda jest bolesna w końcu przychodzi taki moment i uświadamiamy sobie, że wehikuł czasu...
... nie istnieje. Nie będzie już takich zachodów słońca, już nigdy gwiazdy nie ułożą się w takie konstelacje, już nigdy nie będzie nocy rozświetlał nam ten sam księżyc. Nie wiem co powiedzieć. Czuję się rozdarty. Pomiędzy mną a mną panuje zbyt wielki dysonans uczuć.
Odległość rani, zabija, odbiera chęć do życia. Niby jeszcze tylko kilka miesięcy... A ile jeszcze niedokończonych rozmów, negatywnych emocji mimowolnie wyczuwanych przez telefon... ile jeszcze smsów, na które nigdy już nie otrzymam odpowiedzi.
To pierwszy wpis robiony w moim nowym świecie drugiej generacji. Chciałbym popatrzeć gdzieś tak z boku, bardziej obiektywnie jak zmieniłem się przez te prawie dwa i pół roku. Jak zmieniła się nasza relacja. Tego jestem pewny, nie jestem tylko przekonany co do skali tych zmian.
Jak zmieniały się cienie za naszymi plecami, których baliśmy się, że coś popsują.
Długi wpis. Długie przemyślenia i refleksje w ciemnym pokoju o godzinie 2:53, gdy cisza cięższa jest od ołowiu. Gdy myśli w ogóle się nie kleją tylko przelewają z jednej części mózgu do drugiej.
Chciałbym móc Ci to wszystko opowiedzieć. Nieskładnymi słowami, zdaniami budowanymi według zasad jakiejś nieziemskiej gramatyki.
Przez śmiech i przez łzy. Słowa bolesne i bardzo lekkie. Myśli czyste i te pobrudzone zaburzonym postrzeganiem rzeczywistości. To co dobre i to co złe.
Tylko Tobie.
Jeśli kiedykolwiek zechcesz posłuchać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz