wtorek, 4 listopada 2014

Fault In Our Stars

Wydarzyło się coś niesamowitego.
Zbyt nieopisanego żeby móc to opisać.
To wszystko... nagle stało się takie puste
I sztuczne. W kontekście tego co zobaczyłem
To jest dobre słowo.

O Boże... co to było. Nie wiem co o tym sądzić. Co myśleć. Jak się zachować. Czuję w sobie, w środku taki ładunek emocji, smutnych emocji. Przenika mnie to do szpiku kości, nie umiem sobie z tym poradzić. Tak kac moralny po tym wszystkim. Dlaczego? Bo chciałbym przeżyć coś takiego. Bo chciałbym żeby i mi się coś takiego przydarzyło. Bo wiem, że nie mam na to obecnie szans...

Sztuczność. Wypełnia ostatnio moje dni. Godziny przelewają się jedna w drugą zacierając upływający bieg czasu. Telefon dzwoni. Milczy. Długo milczy, by rozbrzmieć znów na 6-7 minut. Ponownie cisza. Pospieszne "dobranoc" i to wszystko.
Mało. Dla mnie po prostu za mało.

Dziwne myśli kołują się po mej głowie. Ostatnio coraz częściej w mojej głowie uśmiecha się do mnie technologia OLED niż... no właśnie. Tyle rzeczy straciło ostrość, wyrazistość. Aż nie mam siły być z tego powodu zły. Znowu użyję tego słowa - smutek. Że coś ominęło mnie i nie ma szans na zawrócenie. A może jest. Ale już nie to miejsce, nie ten czas jak mówi piosenka.

Ciekawe jak to jest mieć obok siebie kogoś tak blisko, praktycznie przez cały czas być dostępnym dla drugiej osoby. Nie tylko w przerwach pomiędzy jedną a drugą książką. Ten drugi sposób rani, boli, wysysa wszelką chęć i radość z życia. Jest okrutny, bo pomimo wielu zapewnień i sprostowań to numer jeden jest oczywisty. Nie, to nie on pisze teraz ten wpis.

Gdyby tak zmienić chociaż jeden dzień w naszym ustalonym i uporządkowanym do granic możliwości tygodniu. Jeden dzień. Nie przed zeszytem czy komputerem, ale trzymając się za ręce przejść się gdzieś dalej niż kilka ulic dalej. Tak niewiele. A jednak tak dużo. Patrzyłem w ekran i widząc jakże odmienne od naszych zachowania i zwyczaje, budziła się w mnie cząstka świadomości, która chciała wykrzyczeć "Nie", "Stop", "Dość".
Może sobie krzyczeć. I tak nie zostania usłyszana. Jeśli znajdzie jednak jakiś sposób na ujście zostanie natychmiast wytłumiona i zapomniana na jakiś czas. Później znów może próbować się buntować, ale nie odniesie to większego skutku. Przerabiałem to już dziesiątki razy. To nie jest mój wymarzony, idealny świat. To jakaś imitacja tego co przez lata nosiłem w mojej głowie. Że przecież wszystko będzie pięknie, romantycznie, do utraty tchu,

Teraz muszę trwać w tym co przyniósł los. W myślach będę powtarzał to co chciałbym urzeczywistnić, wprowadzić w życie, zrealizować, a co na zawsze (z pewnymi ograniczeniami) pozostanie już tylko w granicach mojego umysłu.

Smutek. Wielki, ogromny.
Bo też tak jak tam:
To nasza tylko, nie gwiazd naszych wina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz