Przetańczyliśmy razem całą noc
Nie zmarnowaliśmy tej wielkiej szansy danej nam od losu
I choć całość zakończyliśmy z uśmiechem na ustach
To wywróciliśmy się na najbardziej błahej rzeczy na świecie.
Już w samochodzie mówiłaś mi, że chcesz się dobrze bawić. Że ja, Ty, my nie możemy zniszczyć tego wszystkiego na co pracowałaś (bo moja rola była niewielka) od kilku miesięcy. Wiedziałem, że trzeba będzie wziąć się w garść i zaryzykować całe swoje "ja", aby to się udało.
Nie ma co narzekać i robić z siebie ofiarę. Oboje staraliśmy się. Niewinne słowa, gesty, spojrzenia wystarczyły żebyśmy oboje nie zwariowali i wszystko było po prostu najzwyklej w świecie "dobrze".
Tak, udało nam się. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. To mógł być nasz punkt zwrotny we wszelkich relacjach. Że o to jednak potrafimy dobrze spędzić tak wyjątkowy czas. Gdy wróciłem do domu nad ranem, gdy już odłożyłem telefon po rozmowie z Tobą czułem się szczęśliwy, że mogliśmy to razem przeżyć. Że mogłem Cię widzieć tamtego wieczoru piękniejszą niż kiedykolwiek przedtem. Że to właśnie Twoje dłonie mogłem trzymać przepuszczać przez nie miliony niewidzialnych impulsów miłości do Ciebie.
Jednak kim byśmy byli, gdybyśmy tego stanu nie popsuli. Znów coś/ktoś nam przeszkodził. Znów to był zbyt wielki hałas, zbyt słaby zasięg. I ponownie musieliśmy w niepokojącym milczeniu spędzać czas przy telefonie w oczekiwaniu na jeszcze jedno słowo.
Nie wiem co mogę jeszcze powiedzieć. Tak bardzo chciałbym żeby to nieporozumienie się skończyło. Ciebie męczy ciągłe powtarzanie, mnie dopytywanie. Co na to poradzić... nie mam pojęcia.
Moim jedynym pragnieniem jest teraz złapanie Cię za rękę i przytulenie się do Twoich miękkich, ciemnoblond włosów. Żebyś jeszcze raz mogła mi powiedzieć, że wszystko będzie dobrze.
I to co się stało
nie ma absolutnie najmniejszego znaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz