niedziela, 27 września 2015

Melancholia

I w końcu doszliśmy do tego momentu, w którym oboje jesteśmy rozdzieleni co najmniej 5-dniowym oczekiwaniem na normalność.
Wiem dobrze, że ta piątka może urosnąć nawet do pokaźnej dwucyfrowej liczby.

Wszystko dokładnie wyliczone, odmierzone.
Myślałem, że chociaż teraz będzie inaczej, że będziemy w końcu mogli się cieszyć sobą na co dzień.
Cóż... chyba nie ma sensu już o tym myśleć, stało się. Musimy iść dalej.

Tak bardzo tęsknię za Twoim głosem. Słucham go chciwie w słuchawce telefonu, najbardziej wtedy, gdy zmieniasz ton i mówisz czulej, ciszej i cieplej...
Nasze rozmowy, te mówione i te pisane coraz bardziej przypominają mi stare czasy, gdy wracałem od Ciebie ostatnim samochodem złapanym na stopa.
Ależ to było dawno. Chyba w jakiejś innej epoce gdzie naprawdę wszystko było wtedy inne. Jednak czas nas wzmocnił, tyle od tamtego czasu przeżyliśmy i - co najważniejsze - przetrwaliśmy.

Teraz przed nami nowe wyzwania codziennych dni rozdzielonych 400-kilometrową rozłąką.
I co będzie dalej, nie wiem. Boję się tego jak jeszcze nigdy niczego wcześniej.
Oboje się raczej nie możemy do końca w tym odnaleźć. Czuję to w Twoim głosie.

Podobno nie wolno nam się bać.
Cały klucz do przeżycia tych miesięcy leży w nas.
W naszych sercach, duszach i umysłach.

Nie wiem co napisać na koniec.

wtorek, 8 września 2015

Szeptem

Bez zbędnych metafor.

Umknęła nam gdzieś linia, po której mogliśmy wspólnie kroczyć przez najbliższe dni, tygodnie, miesiące... Jednak nie będziemy razem w wielkim mieście; każde z nas zostanie w swoim małym świecie, do którego na szczęście drzwi będą stać nam nawzajem otworem.

Tylko kilka dni. Dokładnie cztery dni spędziliśmy wspólnie z dala od widoku obcych oczu. Najlepsze wspomnienia mojego życia, oprócz tych wszystkich, o których już Ci powiedziałem...
Szkoda, że tak to się wszystko potoczyło. Może to po części i moja wina - nasza przyszłość zależała przecież od mojego kliknięcia, ale coś powstrzymało mnie przed tą jakże mała, a jednocześnie ogromną zmianą. Któż to jednak mógł przewidzieć...

Miałem nadzieję, wierzyłem w to bardzo mocno, że uda się. Że będzie tak jak sobie to wymarzyliśmy. Razem, na spokojnie, może na innych ulicach, ale jednocześnie w zasięgu ręki.
Jednakże... czy tak właśnie nie jest? Przeżywamy najpiękniejszy okres - bez kłótni, bez złych emocji. Jedynie uśmiechy, jedynie splecione dłonie i mnóstwo ciepłych słów między nami.

Czy to właśnie nie tak powinno być?
Dobrze, że tak jest.

Chciałbym móc to wyrazić też w czasie przyszłym, ale tak bardzo się boję.
Pustki i odległości mierzonej znów w kilometrach.
Czekania, przelewania się jednego dnia w drugi żeby tylko Cię zobaczyć.

Coś mi to przypomina. Tak już chyba kiedyś było.
Wtedy daliśmy radę.

Oby udało się i tym razem.