I w końcu doszliśmy do tego momentu, w którym oboje jesteśmy rozdzieleni co najmniej 5-dniowym oczekiwaniem na normalność.
Wiem dobrze, że ta piątka może urosnąć nawet do pokaźnej dwucyfrowej liczby.
Wszystko dokładnie wyliczone, odmierzone.
Myślałem, że chociaż teraz będzie inaczej, że będziemy w końcu mogli się cieszyć sobą na co dzień.
Cóż... chyba nie ma sensu już o tym myśleć, stało się. Musimy iść dalej.
Tak bardzo tęsknię za Twoim głosem. Słucham go chciwie w słuchawce telefonu, najbardziej wtedy, gdy zmieniasz ton i mówisz czulej, ciszej i cieplej...
Nasze rozmowy, te mówione i te pisane coraz bardziej przypominają mi stare czasy, gdy wracałem od Ciebie ostatnim samochodem złapanym na stopa.
Ależ to było dawno. Chyba w jakiejś innej epoce gdzie naprawdę wszystko było wtedy inne. Jednak czas nas wzmocnił, tyle od tamtego czasu przeżyliśmy i - co najważniejsze - przetrwaliśmy.
Teraz przed nami nowe wyzwania codziennych dni rozdzielonych 400-kilometrową rozłąką.
I co będzie dalej, nie wiem. Boję się tego jak jeszcze nigdy niczego wcześniej.
Oboje się raczej nie możemy do końca w tym odnaleźć. Czuję to w Twoim głosie.
Podobno nie wolno nam się bać.
Cały klucz do przeżycia tych miesięcy leży w nas.
W naszych sercach, duszach i umysłach.
Nie wiem co napisać na koniec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz