poniedziałek, 9 stycznia 2017

Cola Zero

Mój strach. Twój dotyk. Mój ból. Twój smutek.
Ale tylko w tym ostatnim dniu naszej świątecznej przygody.
Bo z dnia na dzień już od połowy grudnia wszystko toczyło się
w odpowiednim dla siebie rytmie.

Cały okres bożonarodzeniowy był bardzo udany. Tak przynajmniej sądzę. Tydzień przed świętami wziąłem wolne. Musiałem odpocząć, uciec od dnia codziennego. Nawet jeśli oznaczało to trochę dłuższe spanie i spacer wieczorem po Placu Zamkowym to było mi dobrze. Spokojnie, niespiesznie. Miałem dużo czasu na przemyślenie wszystkiego, na przygotowanie się na Twój powrót. Który w końcu nastąpił. Co ja bym dał żeby znów przeżyć tak beztroskie kilka dni...

Same święta też były niezłe. Spędziliśmy je w zasadzie wspólnie najpierw u mnie na obiedzie później na szarym opłatku i jeszcze jeden wieczór u Ciebie. Było tak ciepło, tak blisko. My byliśmy tak blisko, ale nie pod kątem fizyczności tylko myśli i ducha. Rozmowy kleiły nam się wyjątkowo podczas tych dni, trzeba przyznać. Potem jeszcze jeden wypad na Łotra i na przymierzanie nowych strojów.
Ale.
To były tylko 3 dni "rozłąki". Zaraz przecież ostatnia noc w roku i początek A.D. 2017. Znowu trochę kłótni, znowu trochę za dużo wtrącania się w nieswoje sprawy, ale ostatecznie wyszło dobrze. Co za fart! Odprowadziłem Cię w połowie przyjęcia do mojego domu, bo źle się czułaś. Zrobiłem herbaty i przykryłem kocem. I chyba Ci wtedy minęła już na mnie złość. Ja wróciłem za jakiś czas, a z rana graliśmy sobie w Gwiezdne Wojny. Szkoda, że takie poranki zdarzają się tylko kilka razy w roku...

Znowu potem kilka dni w pracy i znowu wolne, ale nasycone już inną atmosferą. Oczekiwania na wyjazd, na rozstanie, które już nie będzie trwało 72 godzin. Ponownie staraliśmy się być blisko siebie, choć trochę nauka pokrzyżowała nam plany.

I dziś, choć dzieli nas już kilkaset kilometrów, jak za każdym razem przedtem położymy się spać mówiąc sobie "dobranoc" w słuchawce. Jutro poniedziałek, kolejny tydzień życia... tyle przygód czai się tuż za rogiem.

Dobrze wiem, że już nie piszę wierszy, mało we mnie poezji i liryki. Skupiam się bardziej na zapamiętaniu wydarzeń i uczuć. Trochę mało we mnie romantyzmu, a więcej pragmatyzmu i czasem po prostu zwykłego wyrachowania.

Spaliłem swoje dawne uczucia w ogniu wściekłości i zaskoczenia. Cały mój poprzedni świat zamknąłem na płycie CD z podpisem "Ciemna Strona Księżyca". Choć może się to wydawać nieco infantylne, to muszę z czystym sumieniem powiedzieć, że pomogło. Pozbyłem się dawnych demonów. Nie rozmyślam co noc o tym co było kiedyś. Dojrzałem do momentu, aby powiedzieć "dość!" i skupić się na tym co jest naprawdę ważne i co mnie otacza w tej chwili: rodzina, Ty, praca, przyjaciele, własny kąt i ćwiczenia charakteru...

Obym nie stracił nic ze swojego obecnego świata.
Nie zrobiłem backupu teraźniejszości. Ewentualna awaria byłaby bardzo bolesna.

Choć mimo wszystko mam świadomość, że przed nami nieco jaśniejsze dni niż chociażby rok temu o tej porze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz