Usiądźmy.
I posłuchajmy jak bije nasze wspólne serce. Przemęczone zbyt długimi spacerami, za bardzo poranione tęsknotą za kolejnym dniem, za szybko pracujące na najwyższych obrotach.
Przekazujemy sobie kolejne słowa, wczuwamy się w brzmienie formowanych wyrazów jednocześnie będąc niepokojąco zafascynowani odkrywczym zapachem zbliżającego się lata i ciągle nierozkwitłej jeszcze wiosny.
Uciekamy tak co jakiś czas z szarej rzeczywistości, której kolory nadają tylko różnobarwne okładki przeróżnych podręczników. W pełnym słońcu i wietrze wiejącym od rzeki rozróżniamy już czas, po którym wszystko wraca do naturalności. Bez niepotrzebnych spięć, teatralnych gestów, sztywnego trzymania się zasad i prób robienia dobrego drugiego wrażenia.
Przeczesując otchłanie narkotycznych głębin koloru ciemny blond nie potrafię powiedzieć nic więcej poza kilkoma niezdarnymi słowami, które wypływają już kolejny raz. Odurzający aromat unoszącej się w powietrzu ekstazy tylko na moment pozwala mi uświadomić sobie gdzie jestem.
Patrzysz na mnie wzorkiem, pod którym nie umiem schować niczego w środku, otwierasz moją duszę, która sama rwie się do Ciebie od chwili, gdy tylko pojawi się choćby kawałek granatowego płaszcza. Nie musisz nic mówić, wiem dobrze co chciałabyś mi opowiedzieć. Pozwalamy sobie nawzajem przenikać się myślami, niezdarnie poukładanymi w mozaice naszych serc.
Zamykam oczy i odliczam w ciszy ostatnie sekundy spędzone na kawałku szczytu osiąganego przeze mnie co tydzień. Szczytu, za którym kryje się mój największy skarb. I oprócz którego nie potrzeba mi nic więcej.
Największym szczęściem zawsze będzie cichy szept wypowiadany do ucha, gdy oboje toniemy we wspólnej płaszczyźnie uczuć. Patrząc w oczy ustalamy ponownie nowy horyzont, za którym jeszcze chyba nie chcemy wiedzieć co nas czeka. Prosząc w duchu o jeszcze jedną szansę stoimy tak już nieodwracalnie objęci w sobie zatrzymując czas, aby jeszcze raz, jeszcze choć przez chwilę...
Złapać oddech na kolejne dni spędzane zbyt daleko od Twoich dłoni...
wtorek, 23 kwietnia 2013
niedziela, 14 kwietnia 2013
Zmienna Losowa
Nic nie jest już takie same jak kiedyś.
Nocą otacza nas inne niebo, słońce świeci w końcu trochę wyraźniej,
kwiaty pachną mocniej, a zboże głośniej szumi w polnym wietrze.
Czasami mam wrażenie, że każda chwila naszego życia już się wydarzyła.
Że czerpiemy z jakiegoś nieokreślonego zbioru zdarzeń elementarnych, z których sklejamy potem nasze wspólne dni, tygodnie, miesiące, lata.
Patrzysz w te jedne, najpiękniejsze dla Ciebie oczy i czujesz, że nigdy nie zapomnisz już ich blasku.
Do końca swoich dni będziesz widział ich odbicie w każdej szybie przejeżdżającego autobusu.
Zwykły pociąg... przynosi tysiące Twoich spojrzeń.
Mijam jednostajnie miasta, wioski, pojedyncze drzewa i setki słupów telegraficznych.
Za nimi zostawiam coraz szybciej tworzone myśli i przerabiane po raz tysięczny scenariusze naszego dalszego życia. Staram się dotrzeć umysłem do Ciebie, ale jesteś tak daleko, nie możesz mnie pocieszać.
Gdy oddalając się od Ciebie odliczam niecierpliwie dni do naszego kolejnego spotkania.
Nieumiejętność określenia Twojego położenia sprawia mi ból. Chciałbym ciągle być przy Tobie i trzymać Cię za rękę. Nie potrafię inaczej obudzić się i zasnąć nie przywołując sobie w myślach Twojej twarzy. Kolejny raz zmagam się z samym sobą, by nie zostawić wszystkiego za sobą i pobiec daleko, dalej niż najbliższe skrzyżowanie. Do Ciebie będę biegł. Jeśli tylko pamiętasz co dla Ciebie mam.
Nocy letniej sen.
Nocą otacza nas inne niebo, słońce świeci w końcu trochę wyraźniej,
kwiaty pachną mocniej, a zboże głośniej szumi w polnym wietrze.
Czasami mam wrażenie, że każda chwila naszego życia już się wydarzyła.
Że czerpiemy z jakiegoś nieokreślonego zbioru zdarzeń elementarnych, z których sklejamy potem nasze wspólne dni, tygodnie, miesiące, lata.
Patrzysz w te jedne, najpiękniejsze dla Ciebie oczy i czujesz, że nigdy nie zapomnisz już ich blasku.
Do końca swoich dni będziesz widział ich odbicie w każdej szybie przejeżdżającego autobusu.
Zwykły pociąg... przynosi tysiące Twoich spojrzeń.
Mijam jednostajnie miasta, wioski, pojedyncze drzewa i setki słupów telegraficznych.
Za nimi zostawiam coraz szybciej tworzone myśli i przerabiane po raz tysięczny scenariusze naszego dalszego życia. Staram się dotrzeć umysłem do Ciebie, ale jesteś tak daleko, nie możesz mnie pocieszać.
Gdy oddalając się od Ciebie odliczam niecierpliwie dni do naszego kolejnego spotkania.
Nieumiejętność określenia Twojego położenia sprawia mi ból. Chciałbym ciągle być przy Tobie i trzymać Cię za rękę. Nie potrafię inaczej obudzić się i zasnąć nie przywołując sobie w myślach Twojej twarzy. Kolejny raz zmagam się z samym sobą, by nie zostawić wszystkiego za sobą i pobiec daleko, dalej niż najbliższe skrzyżowanie. Do Ciebie będę biegł. Jeśli tylko pamiętasz co dla Ciebie mam.
Nocy letniej sen.
niedziela, 7 kwietnia 2013
Ładunki Związane
Zapada noc.
A świat ciągle jeszcze rozświetlony, rozentuzjazmowany niezatrzymanym potokiem wydarzeń.
Dokąd tak pędzi? Może powie chociaż, w którą stronę...
Tylko z sobie znaną prędkością każda jego cząsteczka
doznaje uniesień, niezapomnianych wzlotów i bolesnych upadków.
Jesteśmy jedną z tych cząsteczek zagubionych w realno-nierealnej strukturze, którą umownie nazywamy życiem. Przenikamy z myśli innych osób do swojego otoczenia pragnąc zachować chociaż ułamek tych wszystkich wyobrażeń jakie stanowimy w naszych przemęczonych i przeładowanych umysłach.
Uciec. Daleko. Dalej. Jeszcze dalej.
Zbyt często znikamy sami dla siebie. Zbyt cicho, by ktokolwiek mógł to zauważyć.
A pomimo tego trwamy w tym zamieszaniu, z dnia na dzień coraz bardziej przytwierdzając się do miejsca, w którym ostatecznie przyszło nam żyć.
Tak niewiele potrzeba, by poczuć świeży oddech wiatru na karku. A tak mało robimy, aby choć na chwilę zapomnieć o tym co przyziemne. Oddać duszy co duchowe. I nam... co mamy dla siebie?
Na pewno kształty, barwy, dźwięki, tych kilka myśli wytłoczonych późną nocą, wspomnienia, przelotne spojrzenia, nieśmiały dotyk rąk, gdy gwiazdy były o kilka długości za blisko.
Nie pamiętamy już chyba tych wszystkich chwil, zdarzeń, zdań, wspólnych wypraw...
W pamięci zapadły tylko ciche słowa, nieskładne obietnice mówione łamiącym się głosem, trochę zbyt dużo śniegu i powroty do domu miastem, które śpi.
I to dziwne, przenikające na wskroś ciepło.
Że jeszcze...
To jeszcze nie jest koniec.
A świat ciągle jeszcze rozświetlony, rozentuzjazmowany niezatrzymanym potokiem wydarzeń.
Dokąd tak pędzi? Może powie chociaż, w którą stronę...
Tylko z sobie znaną prędkością każda jego cząsteczka
doznaje uniesień, niezapomnianych wzlotów i bolesnych upadków.
Jesteśmy jedną z tych cząsteczek zagubionych w realno-nierealnej strukturze, którą umownie nazywamy życiem. Przenikamy z myśli innych osób do swojego otoczenia pragnąc zachować chociaż ułamek tych wszystkich wyobrażeń jakie stanowimy w naszych przemęczonych i przeładowanych umysłach.
Uciec. Daleko. Dalej. Jeszcze dalej.
Zbyt często znikamy sami dla siebie. Zbyt cicho, by ktokolwiek mógł to zauważyć.
A pomimo tego trwamy w tym zamieszaniu, z dnia na dzień coraz bardziej przytwierdzając się do miejsca, w którym ostatecznie przyszło nam żyć.
Tak niewiele potrzeba, by poczuć świeży oddech wiatru na karku. A tak mało robimy, aby choć na chwilę zapomnieć o tym co przyziemne. Oddać duszy co duchowe. I nam... co mamy dla siebie?
Na pewno kształty, barwy, dźwięki, tych kilka myśli wytłoczonych późną nocą, wspomnienia, przelotne spojrzenia, nieśmiały dotyk rąk, gdy gwiazdy były o kilka długości za blisko.
Nie pamiętamy już chyba tych wszystkich chwil, zdarzeń, zdań, wspólnych wypraw...
W pamięci zapadły tylko ciche słowa, nieskładne obietnice mówione łamiącym się głosem, trochę zbyt dużo śniegu i powroty do domu miastem, które śpi.
I to dziwne, przenikające na wskroś ciepło.
Że jeszcze...
To jeszcze nie jest koniec.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)