Cichy strumień topniejącego śniegu bezwiednie głaszcze ciemną płaszczyznę asfaltu.
Nikogo nie interesuje dokąd, skąd płynie... Nie nam dane pojmować odwieczny porządek Wszechświata.
Nie wolno nam ruszać ani jednego kamyka na drodze, ani jednego ziarnka piasku na plaży...
Nie wolno nam zgasić ani jednej gwiazdy na niebie.
Nazywasz swoimi słowami każdy kształt, dotyk, uczucie, smak czy zapach.
Przychodzę do Ciebie i codziennie witamy się tymi samymi słowami.
Które pomimo czasu nie tracą znaczenia... Bo kryje się w nich coś więcej niż tylko regulowane ruchy strun głosowych połączonych z odpowiednim napięciem mięśni.
Idziemy tymi samymi ulicami, które każdego dnia są pogrążone w innym świetle.
Przechodnie nie zwracają uwagi nawet na kolor sygnalizatorów
Nieumiejętnie wpychając się w granicę pomiędzy życiem a życiem
Uciekając w ostatniej chwili i łapiąc się na tym, że całe ich istnienie nie wykracza poza coś bardziej dramatycznego...
Dotykam Twoich dłoni.
Czuję chłód. Na dworze -5, w sercu zachodzi reakcja fuzyjna.
Jak mogę przelać to co czuję... jakimi słowami powiedzieć, że to właśnie Ciebie i z Tobą...
Jeszcze jeden raz chciałbym otworzyć spadochron i wylądować bezpiecznie w Twoich ramionach.
Gdzie koniec świata wydaje się tak odległy, a rok świetlny przestaje być jakąkolwiek odległością.
Gdzie nic nie jest prostsze od smugi komety na sierpniowym niebie.
Gdzie cały kosmos wydaje się mieścić w kieszeni.
Gdzie żadne słowa nie mają takiej mocy jak tam... Szepcząc jeszcze jedno pożegnanie, zanurzam się w potoku myśli przepływających od Ciebie do mnie. Tonę w nim, krztuszę się i dławię jego zawartością.
Proszę... Nie ratuj mnie ten jeden, jedyny raz...
czwartek, 31 stycznia 2013
środa, 23 stycznia 2013
Prośba
Usiądź.
Porozmawiajmy.
Kiedy ostatnim razem to robiliśmy?
Mówiąc nie o wczorajszym dniu i przelotnie minionym wieczorem.
Chodź.
Chcę Cię poznać.
Ty mnie znasz aż za dobrze.
Z tych wszystkich listów, wiadomości, trochę przydługich monologów...
Powiedz mi.
Który kolor tęczy lubisz najbardziej,
dokąd chcesz wyjechać na wakacje,
Czy lubisz mnie choć trochę?
Opowiedz.
Dlaczego żyjemy w takich czasach,
gdy najprostsze słowa pozbawione są znaczenia
O które modlimy się nawet nieświadomie w każdej chwili naszego istnienia.
Nie odchodź.
Dopiero co zaczęliśmy...
Bojąc się przyszłości
I jednej tylko myśli, że gdzieś tam, w innej przestrzeni
Mogliśmy się nigdy nie spotkać.
Wstańmy.
Zaprowadzę się poza widzialny horyzont
Poniesie nas niesłyszalny szept
O którym śnimy każdej nocy
Żeby przypominał nam wciąż
Że jesteśmy tylko pyłem w astronomicznym tłumie
Nie zapominaj
O poprzednich dniach, o nas, o mnie...
Proszę, nie dawaj mi tej świadomości nieistnienia
tylko w Twoich myślach.
Bądź.
Bo odkrywając Ciebie na nowo ponownie o poranku
już wiem, po prostu to wiem...
...że nie mógłbym się już obudzić bez Ciebie.
Porozmawiajmy.
Kiedy ostatnim razem to robiliśmy?
Mówiąc nie o wczorajszym dniu i przelotnie minionym wieczorem.
Chodź.
Chcę Cię poznać.
Ty mnie znasz aż za dobrze.
Z tych wszystkich listów, wiadomości, trochę przydługich monologów...
Powiedz mi.
Który kolor tęczy lubisz najbardziej,
dokąd chcesz wyjechać na wakacje,
Czy lubisz mnie choć trochę?
Opowiedz.
Dlaczego żyjemy w takich czasach,
gdy najprostsze słowa pozbawione są znaczenia
O które modlimy się nawet nieświadomie w każdej chwili naszego istnienia.
Nie odchodź.
Dopiero co zaczęliśmy...
Bojąc się przyszłości
I jednej tylko myśli, że gdzieś tam, w innej przestrzeni
Mogliśmy się nigdy nie spotkać.
Wstańmy.
Zaprowadzę się poza widzialny horyzont
Poniesie nas niesłyszalny szept
O którym śnimy każdej nocy
Żeby przypominał nam wciąż
Że jesteśmy tylko pyłem w astronomicznym tłumie
Nie zapominaj
O poprzednich dniach, o nas, o mnie...
Proszę, nie dawaj mi tej świadomości nieistnienia
tylko w Twoich myślach.
Bądź.
Bo odkrywając Ciebie na nowo ponownie o poranku
już wiem, po prostu to wiem...
...że nie mógłbym się już obudzić bez Ciebie.
wtorek, 22 stycznia 2013
Idąc
Siedzimy.
Wpatrzeni w ciekłokrystaliczne ekrany przenoszące
pojedyncze słowa, zdania - potok słów.
Zalewani wciąż za małą ilością tak potrzebnych nam informacji.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio siedziałem tak do 3 w nocy
czekając na Twój kolejny ruch.
Zanim jeszcze nastąpiła najpiękniejsza katastrofa -
- bo tylko raz na milion, raz na milion świetlnych lat...
I jeszcze jeden promień słońca
budzący mnie co rano
Przypomina o powoli tworzącej się nowej rzeczywistości,
w której ucieczka nie jest opcją, a stanie w cieniu nie może być żadną rozsądną możliwością.
Staliśmy.
Czując nawzajem kwiat kiełkujący niezbyt pośpiesznie
znający swój czas i miejsce
potrzebujący odrobiny żyznej gleby,
aby rozkwitnąć i wynieść się ponad nieboskłon.
Idźmy.
W stronę zachodzącego słońca - tak jak dawniej to sobie obiecaliśmy
uciekając gdziekolwiek, byle tylko byłoby ciepło
zatracając się w swoich spojrzeniach
zarówno tych przypadkowych jak i zrobionych z wyrachowania
nie łamiąc nawet najmniejszej trzciny -
By kiedyś... - za milion świetlnych lat -
dojść do Tego, który dał nam siebie
na pochmurne poniedziałkowe poranki i słoneczne weekendy.
Na całą przewidzianą dla nas wieczność.
Z zatartą granicą początku i mglistym kresem.
Chodźmy.
Wpatrzeni w ciekłokrystaliczne ekrany przenoszące
pojedyncze słowa, zdania - potok słów.
Zalewani wciąż za małą ilością tak potrzebnych nam informacji.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio siedziałem tak do 3 w nocy
czekając na Twój kolejny ruch.
Zanim jeszcze nastąpiła najpiękniejsza katastrofa -
- bo tylko raz na milion, raz na milion świetlnych lat...
I jeszcze jeden promień słońca
budzący mnie co rano
Przypomina o powoli tworzącej się nowej rzeczywistości,
w której ucieczka nie jest opcją, a stanie w cieniu nie może być żadną rozsądną możliwością.
Staliśmy.
Czując nawzajem kwiat kiełkujący niezbyt pośpiesznie
znający swój czas i miejsce
potrzebujący odrobiny żyznej gleby,
aby rozkwitnąć i wynieść się ponad nieboskłon.
Idźmy.
W stronę zachodzącego słońca - tak jak dawniej to sobie obiecaliśmy
uciekając gdziekolwiek, byle tylko byłoby ciepło
zatracając się w swoich spojrzeniach
zarówno tych przypadkowych jak i zrobionych z wyrachowania
nie łamiąc nawet najmniejszej trzciny -
By kiedyś... - za milion świetlnych lat -
dojść do Tego, który dał nam siebie
na pochmurne poniedziałkowe poranki i słoneczne weekendy.
Na całą przewidzianą dla nas wieczność.
Z zatartą granicą początku i mglistym kresem.
Chodźmy.
niedziela, 20 stycznia 2013
Wołając...
Oddalony.
Za bardzo oddalony.
Od kilkunastu spojrzeń, gestów i uśmiechów.
Zaczepiam Cię.
I czekam.
Minutę, dwie minuty.
Całe życie.
Nauczyliśmy się żyć obok siebie,
ale ciągle dorastamy aby być jeszcze mocniej i głębiej.
Nie mamy zbyt wielu słów na całą wieczność.
Wystarczą nam te, które mamy.
Przechodząc przez życie spotykamy coraz więcej emocji
próbując przełożyć je na nasz osobisty język -
bez szans na złamanie i odszyfrowanie.
Spojrzenie w gwiazdy przypomina nam zbyt wiele,
Płatki śniegu spadają jeszcze zbyt szybko,
a jedyną miarą czasu staje Twój krok,
może trochę nierówny, może trochę czasem przypadkowy...
Ile zostało nam jeszcze wspólnych dróg?
Które z nich odkryjemy, a może któreś otworzą się przed nami na nowo?
Słońce.
Przyjdź.
I pomóż nam dojrzeć do samych siebie.
Za bardzo oddalony.
Od kilkunastu spojrzeń, gestów i uśmiechów.
Zaczepiam Cię.
I czekam.
Minutę, dwie minuty.
Całe życie.
Nauczyliśmy się żyć obok siebie,
ale ciągle dorastamy aby być jeszcze mocniej i głębiej.
Nie mamy zbyt wielu słów na całą wieczność.
Wystarczą nam te, które mamy.
Przechodząc przez życie spotykamy coraz więcej emocji
próbując przełożyć je na nasz osobisty język -
bez szans na złamanie i odszyfrowanie.
Spojrzenie w gwiazdy przypomina nam zbyt wiele,
Płatki śniegu spadają jeszcze zbyt szybko,
a jedyną miarą czasu staje Twój krok,
może trochę nierówny, może trochę czasem przypadkowy...
Ile zostało nam jeszcze wspólnych dróg?
Które z nich odkryjemy, a może któreś otworzą się przed nami na nowo?
Słońce.
Przyjdź.
I pomóż nam dojrzeć do samych siebie.
piątek, 18 stycznia 2013
My
Zamień każdy oddech na słowo.
Nie przechodź obojętnie wobec milczenia i ciszy, którą nie zawsze można liczyć tylko w kilometrach.
Zastygłe spojrzenie nie powie Ci już nic więcej.
Oprócz oczywistych rzeczy, o które nie musisz nawet pytać.
Dajesz z siebie coraz więcej, a życia jednak mniej i mniej...
Pozbawiając samej siebie nadziei, tracimy wiarę i sens,
że warto zmusić się do kolejnego poranka, świeżej kawy i kanapki z pomidorem.
Gdy brak sensu, przemijanie staje się sensem.
I zaczynasz ginąć.
Załamywać czasoprzestrzeń umysłu nie wyciągając z niego choćby ułamka kolorów, które mogą zmienić Twój świat.
Ale czy tylko Twój? Może jednak nasz?
My.
Dziwnie to brzmi. Kiedyś Ty i Ja. Dziś My.
Zostańmy tak. Po raz pierwszy w życiu krzycząc na siebie "chwilo trwaj!". Przemierzając kolejne odcinki naszej drogi wspólnym tramwajem. Zapominając gdzie wysiąść po drodze, postanowiliśmy już przejechać całą trasę. Zobaczyć co będzie na jej końcu.
I wspólnie wybrać naszą nieostrą przyszłość - zatracając się w pospiesznych oddechach zamienianych na jeszcze zbyt dużo wielokropków i nieostrożnie stawianych znaków zapytania...
Nie przechodź obojętnie wobec milczenia i ciszy, którą nie zawsze można liczyć tylko w kilometrach.
Zastygłe spojrzenie nie powie Ci już nic więcej.
Oprócz oczywistych rzeczy, o które nie musisz nawet pytać.
Dajesz z siebie coraz więcej, a życia jednak mniej i mniej...
Pozbawiając samej siebie nadziei, tracimy wiarę i sens,
że warto zmusić się do kolejnego poranka, świeżej kawy i kanapki z pomidorem.
Gdy brak sensu, przemijanie staje się sensem.
I zaczynasz ginąć.
Załamywać czasoprzestrzeń umysłu nie wyciągając z niego choćby ułamka kolorów, które mogą zmienić Twój świat.
Ale czy tylko Twój? Może jednak nasz?
My.
Dziwnie to brzmi. Kiedyś Ty i Ja. Dziś My.
Zostańmy tak. Po raz pierwszy w życiu krzycząc na siebie "chwilo trwaj!". Przemierzając kolejne odcinki naszej drogi wspólnym tramwajem. Zapominając gdzie wysiąść po drodze, postanowiliśmy już przejechać całą trasę. Zobaczyć co będzie na jej końcu.
I wspólnie wybrać naszą nieostrą przyszłość - zatracając się w pospiesznych oddechach zamienianych na jeszcze zbyt dużo wielokropków i nieostrożnie stawianych znaków zapytania...
czwartek, 17 stycznia 2013
Jesteśmy
Jesteś.
Zlepkiem uczuć, wspomnień, myśli i emocji, które na przestrzeni czasu ludzie powkładali w Ciebie jak zapałki do pudełka. A wiesz co robi się ze zużytymi zapałkami? Wyrzuca.
Myślałeś kiedyś o tym kto tak naprawdę myśli o Tobie kładąc się spać? W ilu głowach pojawiasz się wieczorem, gdy głowy te są już przytulone do poduszki? A może... nikt?
Boisz się odrzucenia i samotności. Nie zaprzeczaj. I tak Ci się nie uda. Każdy z nas podświadomie pragnie mieć kogoś komu będzie mógł powiedzieć spokojnie "dzień dobry" budząc się każdego poranka i "dobranoc" gasząc lampkę w pokoju pełnym niespokojnych wibracji powietrza zaburzanego oddechem drugiej osoby.
Byłaś.
Nierealnym marzeniem na mapie serca narysowanej pospiesznie przy niedokończonym śniadaniu. Pojawiłaś się nagle i równie niespodziewanie zdałem sobie sprawę, że stanowisz centrum tego planu. Wszystko już kiedyś zostało powiedziane. Kształty całych zdań powtarzane od stuleci tkwią w naszych ustach, a ich brzmienie uderzało już miliony istnień przed nami. Więc czemu znów na nowo odkrywamy ich sens i znaczenie? Czyżby to jakaś kolejna część boskich zamiarów?
Stawiamy sobie zbyt wiele pytań, a w zamian otrzymujemy tak mało odpowiedzi.
Będziesz.
Czy jednak w takiej formie w jakiej widujemy się w snach? Razem ze mną, gdzieś nad morzem obserwując purpurowy zachód słońca?
Nie mówmy już nic. Pozwólmy się ponieść wiatrowi, który uniesie nas... dokąd?
Nie pytaj mnie. Nie odpowiem. Zbyt wiele 'nie'.
Oprócz tego jednego. Które pozwala mieć nadzieję. Na jeszcze jeden zachód słońca.
Zlepkiem uczuć, wspomnień, myśli i emocji, które na przestrzeni czasu ludzie powkładali w Ciebie jak zapałki do pudełka. A wiesz co robi się ze zużytymi zapałkami? Wyrzuca.
Myślałeś kiedyś o tym kto tak naprawdę myśli o Tobie kładąc się spać? W ilu głowach pojawiasz się wieczorem, gdy głowy te są już przytulone do poduszki? A może... nikt?
Boisz się odrzucenia i samotności. Nie zaprzeczaj. I tak Ci się nie uda. Każdy z nas podświadomie pragnie mieć kogoś komu będzie mógł powiedzieć spokojnie "dzień dobry" budząc się każdego poranka i "dobranoc" gasząc lampkę w pokoju pełnym niespokojnych wibracji powietrza zaburzanego oddechem drugiej osoby.
Byłaś.
Nierealnym marzeniem na mapie serca narysowanej pospiesznie przy niedokończonym śniadaniu. Pojawiłaś się nagle i równie niespodziewanie zdałem sobie sprawę, że stanowisz centrum tego planu. Wszystko już kiedyś zostało powiedziane. Kształty całych zdań powtarzane od stuleci tkwią w naszych ustach, a ich brzmienie uderzało już miliony istnień przed nami. Więc czemu znów na nowo odkrywamy ich sens i znaczenie? Czyżby to jakaś kolejna część boskich zamiarów?
Stawiamy sobie zbyt wiele pytań, a w zamian otrzymujemy tak mało odpowiedzi.
Będziesz.
Czy jednak w takiej formie w jakiej widujemy się w snach? Razem ze mną, gdzieś nad morzem obserwując purpurowy zachód słońca?
Nie mówmy już nic. Pozwólmy się ponieść wiatrowi, który uniesie nas... dokąd?
Nie pytaj mnie. Nie odpowiem. Zbyt wiele 'nie'.
Oprócz tego jednego. Które pozwala mieć nadzieję. Na jeszcze jeden zachód słońca.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)